„Państwo Tamickie” by Joanna Łukowska

Pewnego pięknego dnia weszłam sobie na pewien popularny portal społecznościowy. Tradycyjnie już wyświetliło mi się sporo różnych rzeczy, jednak uwagę moją przykuła dość nietypowa kłótnia. Już wielokrotnie zdarzało się, że czytałam hejty pod postami, zdarzały się awantury między autorami a blogerami, ale to mnie, nie ukrywam, zdziwiło. Mianowicie rozgorzała kłótnia, a właściwie początkowo nastąpiły jednostronne zarzuty, pod adresem pewnej książki. Wiedziona ciekawością, postanowiłam się z jej treścią zapoznać. Niestety, skleroza w fazie postępującej spowodowała, że po wspomnianą książkę sięgnęłam dopiero teraz. I żałuję. Żałuję, że tak długo przyszło mi czekać i zwlekać z jej czytaniem. Żałuję, że zaczęłam ją czytać w godzinach popołudniowych, iż albowiem o godzinie drugiej w nocy zaczynam zaniewidzieć, a trudno było mi się oderwać.

Jednakowoż uważam, że tym razem wspomnę nie tylko o moich własnych, subiektywnych odczuciach, ale muszę poruszyć tu temat kontrowersji, jakie ta pozycja wzbudziła. Gwoli wprowadzenia – to głównie historia pewnego młodego małżeństwa, zaczynającego wspólne życie na początku lat 90-tych. Małżeństwa poniekąd z rozsądku, bo jakżeby można było zaprzepaścić szansę zdobycia mieszkania z zasobów spółdzielni mieszkaniowej, w nowo budowanym wieżowcu. Dwoje ludzi, studentów, rozpoczyna więc swoje dorosłe, samodzielne życie, pełne wzlotów i upadków, tych ostatnich zwłaszcza w wykonaniu głównej bohaterki, wyjątkowo pechowej, nieskoordynowanej ruchowo i chaotycznej Joanny. Cała wspomniana awantura miała miejsce o psa. Jako że młodzi, pomimo starań, nie potrafią powiększyć rodziny, postanawiają przygarnąć psa ze schroniska. Pies uwielbia swoją nową rodzinę, nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego taką awersję ma do niego ojczym Joanny, a niechęć owego wzrasta w momencie, kiedy bohaterka zachodzi w długo oczekiwana ciążę. Awersja przeradza się w czarnowidztwo, głównie w temacie chorób odzwierzęcych i przypadków zagryzień. Pies nie do końca rozumie, dlaczego pani jest chora, ale postanawia po swojemu poprawić humor właścicielom. Swojego pana prowadza po dołach, polach i łąkach, broni domu, szczekając donośnie o najbardziej nieprzewidywalnych porach, jednak clou ma dopiero nadejść. Pies bowiem stwierdza, że najlepszym prezentem dla państwa będzie upolowany kot. Pech chce, że zagryza małego kociaka. Z bólem serca, z obawy o to, co będzie się działo, kiedy pojawi się dziecko, państwo Tamiccy postanawiają oddać psa z powrotem do schroniska. Później następuje płacz i zgrzytanie zębów Tamickiego, a jednocześnie wybucha afera na wspomnianym profilu. Bo jakżeż to tak, jak można oddać psa do schroniska?? Jakim prawem? I tego właśnie nie rozumiem. Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Z jednej strony autor ma prawo do włączania w książkę dowolnej treści, nie widzę powodu, żeby z tego powodu pozycję bojkotować. Z drugiej strony – powinno się w takim razie bojkotować wszelkie pozycje, które zawierają opisy zbrodni, dzieciobójstwa, kazirodztwa, sceny ostrego seksu i tak dalej. Nadal, po tylu miesiącach, nie ogarniam.

Bo mnie książka bardzo się podobała. W historię Tamickich wplecione są płynnie losy innych bohaterów, sąsiadów, rodziny, nawet pewnego młodego recydywisty. Czyta się to wszystko rewelacyjnie, książka napisana jest fantastycznym językiem, a co się naśmiałam przy niej, to moje. Będę na pewno sięgać po inne pozycje tej Autorki, a tę książkę będę polecać wszystkim znajomym. Ot co.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.