„Natalii 5″ by Olga Rudnicka

Padłam. Po prostu.

Moja przygoda z Olgą Rudnicką zaczęła się od jej książki „Lilith”. Kiedy więc tylko dostałam w prezencie urodzinowym talon do pewnej sieciowej księgarni, wpadłam tam z rozszalałym wzrokiem, jak normalna kobieta do sklepu z butami na wyprzedaży. Wzrok mój padł od razu na półkę z kryminałami. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam tam książki właśnie tej Autorki! Oczywiście z półki porwałam natychmiast wszystkie trzy tomy z Nataliami i właśnie skończyłam czytać tom pierwszy. Czyli „Natalii 5″. Uwielbiam takie odkrycia. Uwielbiam takie książki, które wchłaniają od pierwszej strony i nie odpuszczają do końca. I ta zawiłość fabuły…

Numer z siostrami, które nie mają o sobie bladego pojęcia dzięki ojcu, wielokrotnemu uwodzicielowi, natomiast mają wspólne nie tylko imię, ale i nazwisko, wpędza w konsternację nie tylko czytelnika, ale i policję, prowadzącą dochodzenie w sprawie domniemanego samobójstwa tatusia. Fakt, że jakimś cudem nie zabijają się nawzajem na początku, a nawet zaczyna się między nimi tworzyć cienka nić porozumienia, jest zaiste zadziwiający. Pięć tak różnych kobiet, które w końcu decydują się zamieszkać pod jednym dachem w domu pozostawionym przez ojca – to musi, lub, na zdrowy rozsądek, musiałoby prowadzić do katastrofy. Tymczasem pojawia się mocno zakręcony wątek kryminalny, związany z poszukiwaniami, prowadzonymi przez świętej pamięci tatusia, a to wszystko prowadzi do zaskakującego zakończenia.

Książka jest po prostu rewelacyjna. Czyta się ją świetnie, jest naprawdę pełna humoru, polski kryminał trochę na wesoło ma się bardzo dobrze. Pora wsiąknąć w część drugą, która już niecierpliwie na mnie łypie ze stolika… a nie mogę się doczekać, żeby się dowiedzieć, co tym razem szalone siostrzyczki wykombinowały…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.