„Kto wyłączy mój mózg?” by Joanna Opiat – Bojarska

352x500.jpg (127×204)

Dawno, dawno temu…

Nie. Inaczej muszę zacząć. Nie muszę – chcę. Biblioteka w pewnym malowniczym, małym miasteczku na Śląsku jest niewiarygodnie dobrze zaopatrzona. W związku z powyższym ojciec mój został wyposażony w kartkę z listą nazwisk Autorów, których książki kupuję / wypożyczam w ciemno. I tu mi zaimponowali po tysiąckroć bardziej, niż się spodziewałam. Iż albowiem mogłam przeczytać nie tylko „Klub wrednych matek”, ale i właśnie ” Kto wyłączy mój mózg?” Joanny Opiat – Bojarskiej. Pozycje, które mnie o tyle zaskoczyły, że wcześniej znałam Ją tylko z kryminałów, oczywiście znakomicie napisanych. O „Klubie” pewnie też coś napiszę, ale póki co…

Czyta ktoś te moje wypociny? A zresztą – nieważne. Joanno – chwalę Twój mózg. Byłam tam. Miałam GBS. Pewnej pięknej niedzieli, pamiętam jak dziś, a minęło 22 lata. Przygotowywałam się pół dnia na wojewódzką olimpiadę z języka rosyjskiego. Miałam straszną grypę, ale przecież nie mogłam odpuścić. Wypełzłam ze swojej jaskini tylko na obiad. I tak na chwilę wstałam, żeby radio włączyć w sąsiednim pokoju. I nagle piec był na suficie, a ja bezwładnie usiadłam na taborecie. I już nie umiałam ruszyć niczym innym poza głową. Panika mamy, panika taty. Pogotowie, gdzie dowiedziałam się najpierw, że symuluję, ale potem zrobił się problem z pobraniem krwi. I informacja w szpitalu, że na karetkę, która mnie zawiezie na neurologię do Gliwic, trzeba czekać około godziny. Płacz mamy, udawany spokój taty. I moje opanowanie. Choć wtedy to był szok… nagle z nadaktywnej siedemnastolatki warzywo… Rodzice sami mnie zawieźli do szpitala. Mróz, zawieje, ślizgawica. Ładą mnie wieźli… Pierwsza w życiu punkcja, rozbawiło mnie bulgotanie w kręgosłupie… i potem te tygodnie, miesiące dochodzenia do uprzedniej sprawności… i niewielka pamiątka na szczęście tylko…

Ta książka to zapis nie tylko zmagania się z chorobą. To zapis zmagania się z własnymi słabościami, z dojściem do granicy, po której tylko „chciałabym umrzeć” albo „walczę, bo chcę”. To znakomita lektura przede wszystkim. Dla mnie – taki mały prztyczek w nos od Losu, żebym doceniła, że miałam wersję light…  dla Czytelnika – naprawdę, móc usiąść, móc zrobić jeden krok to skarb. Nie zwracamy uwagi na drobiazgi, na codzienną rutynę, dopóki jej nam nie zabraknie…

Książka znakomita. I wiem, że przeczyta ją i moja mama, i pewnie mój ojciec. I szczerze mówiąc – mam nadzieję, że jak najwięcej jeszcze i innych ludzi. Żeby wiedzieli. Jedni – że życiem można tylko się cieszyć, inni  że jest nadzieja, dopóki jest motywacja. A motywacja jest, póki jest życie. Póki świeci słońce, póki śnieg trzeszczy pod stopami, póki na twarzy czuję wiatr.

Polecam!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.