„Pracownia dobrych myśli” by Magdalena Witkiewicz <3

Wiesz, jak to jest? Kiedy nagle wszystko staje się proste, bo odkrywasz, że przecież wszystko jest na swoim torze, tylko chwilowo pojawiła się jakaś drobna przeszkoda? Wiesz? I choć często wydaje mi się, że moje życie biegnie gdzieś obok, szukając właściwego toru potrafię przeoczyć malutkie sygnały z Wszechświata, że przecież ta ścieżka jest właściwa. I chociaż już coraz częściej jednak widzę ciąg przyczynowo – skutkowy, który mnie zaprowadził w to konkretne miejsce, jeszcze ciągle, tak mimochodem, podglądam, co dzieje się w rzeczywistości alternatywnej.

Bez sensu? Nie w temacie? A jajo. Bardzo w temacie. Bo to jest tak. Pojechałam kilka lat temu na targi książki w Krakowie. Przebiłam się przez miasto, jeszcze w starej hali to było, gorąco, ja pierwszy raz na targach, więc radośnie pojechałam z jedną torbą, zamiast od razu z walizką na kółkach, i tak od stoiska do stoiska szukałam Autorów, znanych dotychczas jedynie z twórczości. Się śmiej, to tak, jakby gwiazdę rocka spotkać. Jak rozmowa z Michaelem Buble na żywo. Face to face. Jeden Autor kiedyś mi w moim własnym, prywatnym samochodzie wpisywał dedykację dla Ojca mego do swojej książki, to jak mu powiedziałam, że o rany, teraz to ja tego auta nie sprzedam, a jak sprzedam, to z certyfikatem „Tu siedział… „, to myślałam, że pęknie ze śmiechu. A wtedy, w Krakowie, poznałam Magdę Witkiewicz. I to było jak strzał, taki wiesz, jasny rozbryzg. O, jak fajerwerk. Bo niewiarygodne rzadko mam możliwość spotkać Kogoś nie tylko obdarzonego talentem, ale i tak ciepłego, otwartego, i przemiłego. Kto pisze TAKIE książki.

Dobra, wiem, rozgadałam się, ale wiesz, jak ze mną jest, Hanka Bielicka na mnie w przedszkolu nie bez powodu mówili.

Moja mama przeczytała „Pracownię” pierwsza. I już dawno nie widziałam jej tak uśmiechniętej i wyluzowanej. A że ja ostatnio wlazłam w kryminały, wiesz, krew się leje strumieniami, trup się ściele gęsto, to ciężko było mi się przestawić na takie bardziej lajtowe czytanie. Bo Magdę generalnie to uwielbiam. Wszystkie jej książki. Tylko Ona czasami tak o mnie pisze, że aż strach czytać, bo mam wrażenie, że w głowie mi siedzi i podgląda moje życie. Ale z racji tego, że zaistniała wewnętrzna potrzeba przeczytania czegoś Jej, to tak właśnie weszłam do „Pracowni dobrych myśli”. A jak już weszłam, to mi tak żal było, że już mnie tam nie ma, jak się książka skończyła….

No się nagadałam, to teraz Ci o książce opowiem. To fantastyczna historia miejsca, ludzi oczywiście też, ale myślę, że to miejsce, czyli właśnie Pracownia, jest tym punktem centralnym. Punktem odczarowanym po sklepie z szambami,  wcześniej jeszcze z trumnami, odczarowanym magią piękna kwiaciarni i magii babci Pelagii, która doskonale wiedziała, że tylko pozytywna energia może temu miejscu przywrócić jego urok i magię. Punktem skupiającym wokół siebie mieszkańców pewnej kamienicy w pewnym Miasteczku, którzy odnajdują tu nie tylko siebie, ale i niesamowity krąg przyjaciół. I aż chciałoby się tam zamieszkać, pić Wiesławy nalewkę dla zdrowotności, a nade wszystko posiedzieć z nimi, z kwiatem wpiętym we włosy, w tym cudnym gronie, pośmiać się, popłakać, otworzyć… i iść na ten ślub ;)

Przeczytaj tę książkę. Niezależnie od tego, czy jest Ci teraz cudownie, czy jesteś na zakręcie. Bo niezależnie od tego, w jakim punkcie swojego życia się znajdujesz, ciepło Magdy spłynie na Ciebie i da Ci spokój wewnętrzny i uśmiech. A, ale pamiętaj, że to taka książka, przez którą się noce zarywa, bo nie da się jej tak po prostu odłożyć na później ;)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.