„Do trzech razy śmierć” by Alek Rogoziński

Prowadzenie dyskusji z Autorem nie jest łatwe. A prowadzenie dyskusji z Autorem, którego książkę akurat się czyta, a żeby było śmieszniej – Autor akurat buja się po Polsce w trasie promocyjnej, a człowiek siedzi sobie na sofce pod kocykiem we własny domu w pewnym małym mieście, które… a to za chwilę – za dużo a i się trochę pogubiłam. No więc prowadzenie dyskusji z nieobecnym zakrawa nieco na konieczność zawezwania pogotowia psychiatrycznego. Jeśli takowe istnieje.  Ale jakby nie da się inaczej, jeśli tymże Autorem jest niejaki Alek Rogoziński.

Alek – jakoś mnie ta książka nie zaskoczyła. Mówię Ci to z całą szczerością. No bo jak mnie miała zaskoczyć? Kiedy wiedziałam, że to będzie kolejny strzał w dziesiątkę? ;) Bo nie zaskoczyło mnie kompletnie, że będę kradła te chwile, zanim padnę na pysk, żeby przeczytać choć trochę, że będę z zapartym tchem śledzić kolejne fazy rozwijającej się intrygi, że będzie mi tak żal, że już koniec… W Róży Krull oczywiście się zakochałam. Kobieta jest niesamowita. Jak sobie wyobraziłam ją biegnącą kurcgalopkiem w złotych szpilkach… choć nie ukrywam, kuchnia molekularna spowodowała niewielkie zawiasy w moim mózgu, który jakby nie przyjął do wiadomości, że może być coś takiego, jak lody musztardowe… Intrygę skonstruowałeś po mistrzowsku. Do końca nie wiadomo, kto zabił, a grono podejrzanych zaiste niewielkim było. I powiem Ci, że w ogóle przez cały czas miałam wrażenie, jakbym tam była, jakbym ich podsłuchiwała, czuła zapach mokradeł, gubiła się razem z Różą w zakamarkach tego dworku – no nie da się ukryć, że jesteś Mistrzem w oddawaniu klimatu!

Jako pyskowiczanka jestem Ci wdzięczna za wymienienie naszego miasteczka, no może kontekst nieszczęśliwy, ale jednak :D Teraz też w takim mieszkam, ale to naprawdę miasto jest… pomimo kur chodzących przy trasie przelotowej, co małżowi wypominam, kiedy się śmieje, że Pyskowice to wieś i Ci przyklasnął… bydzie haja, jak to sie u nos godo :D

Oczywiście książkę czyta się znakomicie. Wciąga mocno, a te dyskusje to wiesz, w kontekście „Aleś pojechał” raczej były. Choć tak przez moment zrobiło mi się smutno, myślę, że wiesz, o który moment chodzi… Ale pomimo panującej grozy, bo przecież tam zbrodnie były, chciałabym choć przez moment znaleźć się w tym barwnym towarzystwie pisarzy i blogerek, nawet niech będzie ta mątwa na obiad i ten łosoś w spraju… i pasztet czekoladowy też. Gratuluję Ci kolejnej fantastycznej książki, tom I rokuje radośnie przyszłe wizyty Róży w moim salonie, jak ona się weźmie za współpracę ze swoim PR-owcem, to będzie bonanza i drżyjcie narody. A wszystkim zainteresowanym z czystym sumieniem polecam!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.