„Żony jednego męża” by Anna Fryczkowska

Pani Aniu – dziękuję.

W zasadzie mogłabym napisać tylko to. Ale przecież wylewa się ze mnie, niestety mocno nieuporządkowanym strumieniem. Bo i książka mocno zaskakująca. Wiecie, co zaskakuje najbardziej w książkach tej Autorki? Niewiarygodna różnorodność. Każda książka to zupełnie inny klimat i zupełnie inna historia. Ta trochę przypomina mi „Trafiona, zatopiona”, ale tylko trochę.

Historia niby prosta, ale jednak nie do końca. I choć generalnie od pierwszego rozdziału wiadomo, o co chodzi, to nic nie jest tak oczywiste, jakby się mogło wydawać. Pierwsza moja myśl – społecznie nieoficjalnie układ idealny. Mężczyzna. Dwie kobiety. Każda zaspokajająca innego jego potrzeby. Coś do zaakceptowania po cichu i bez większego społecznego oburzenia. Druga myśl – dwie kobiety. Każda inna. Każda mająca kompletnie inne potrzeby. I to już nie jest tak społecznie to zaakceptowania… Percepcja zmienia się zgodnie z socjalizacją. Tutaj, nie ukrywam, musiałabym się podzielić sobą bardziej, niż chciałabym, więc jakby sobie daruję.

To może ze społecznie prawie poprawnego punktu widzenia. Uczy się nas od dziecka pewnych norm i reguł społecznych, w ramach których nie tylko przebiega nasza socjalizacja, ale i według których poukładany jest delikatny i kruchy świat wzajemnych relacji, opartych na tychże ustalonych zasadach. Ktoś bardzo mądry napisał, że „obiektywna rzeczywistość jest inkorporowana w subiektywną świadomość”. W przypadku bohaterów tej książki wszystko wydaje się proste i naturalne, dopóki dzieje się poza dostępem świata zewnętrznego. Subiektywna świadomość bohaterów nie jest narażona na żadne zewnętrzne ataki, dopóki ktoś nie dopatrzy się w tym układzie nienormalności. Niemoralności. Bo po cichu układ mężczyzna – żona i ewentualna kochanka „na boku” – daje radę. Bo nie mówi się o tym głośno. Bo monogamia nie jest biologicznie naturalna, tylko właśnie normy społeczne ograniczają. Ale faktyczny związek mężczyzny i dwóch kobiet, mieszkających pod jednym dachem – to już za dużo dla naszego poukładanego społeczeństwa.

Żeby się nie zapętlać w moje poglądy – powiem tak. Znakomicie napisana książka. Znakomite studium kobiecości, wspaniałe spojrzenie na zaściankowość i małomiasteczkowość niezależnie od tego, jak wielkie jest miasto. Cudownie skonstruowana fabuła. Książka, od której ciężko się oderwać i ciężko przestać myśleć.

Pani Aniu – dziękuję. Proszę o więcej. I polecam z całego serca.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.