„Najgorsze dopiero nadejdzie” by Robert Małecki

Czasami sięgnięcie po jakąś książkę w moim przypadku jest zupełnie spontaniczne. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że czytam w pierwszej kolejności moich ulubionych Autorów. Czasami czytam tych, których ci Autorzy polecają. A czasami sięgam po książkę, bo intuicja mi podpowiada. I jeszcze ani razu intuicja się nie pomyliła. Uśpiła się dwa razy, przy światowych „bestsellerach”, które okazały się nie tylko stratą czasu (na szczęście nie pieniędzy), ale przy których wymiękłam po około osiemdziesięciu stronach. Zawsze mówiłam, że – jak z miodem – najzdrowiej lokalnie.

Ta książka to był spontan. Kręciłam się koło niej w pewnej sieciowej księgarni, zerkała na mnie kusząco, kiedy odbierałam kolejne zamówienia, zastanawiałam się, wertowałam, aż w końcu…. stało się. Zaczęłam czytać. I tak strasznie mi to skomplikowało żywot… Bo tak – obiecująco wygląda sam fakt, że tom pierwszy. Znaczy, że będzie więcej. Ale z drugiej strony – no jak tu potem czytać następne, bo nie wiem, kiedy następne, a przy moich przypadłościach różnych to zapomnę, o co kaman. Ale nic to, przypomnę sobie. Jednakowoż problem z tego typu książkami, co to Autora nie znam, w sensie nie znam jego stylu pisania, polega na tym, że nie jestem w stanie przewidzieć, jak bardzo będę musiała przeorganizować życie, żeby CZYTAĆ. Wchłaniać. Pochłaniać. Olewać wszystko inne, albo przyspieszać, by móc poczytać. No i kapa. Kanał. Kolejny raz intuicja dała mi się we znaki.

Panie Robercie – gratuluję. Udało się Panu napisać książkę (choć wyrywało mi się spod palców „stworzyć dzieło”), która wciągnęła mnie kompletnie i bez reszty. Po streszczenie treści jak zwykle odsyłam zainteresowanych do różnych portali – ja napiszę subiektywnie. Książka znakomita. Zagmatwał Pan fabułę w sposób przeze mnie mocno lubiany. Historia sprzed lat, której pokłosiem stają się układy i układziki na szczeblach władzy lokalnej, kilka ofiar śmiertelnych, nadal nie rozwiązana zagadka zaginięcia, dramat, który po latach pozwala na ujawnienie nieczystych zagrywek i Wielki Brat, jak ochrzciłam Szamana i już jestem ciekawa, jak jego wątek zaistnieje w kolejnych tomach. Nie ukrywam, że jeszcze chwilę zajmie mi poukładanie niektórych wątków, taka moja przypadłość, ale mam nadzieję, że ogarnę. Bo nie pasuje mi tylko jedna rzecz, w sensie nie do końca jestem pewna, dlaczego się stało jak stało się, ale nie to jedno rozkminiałam na raty, więc myślę, że w końcu…

Jedno, co mogę powiedzieć – gratuluję serdecznie i czekam na kolejne! A książkę serdecznie poleca wszystkim, którzy są w stanie docenić kawał naprawdę świetnej, pisarskiej i kryminalnej roboty!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.