„Lustereczko, powiedz przecie” by Alek Rogoziński

Aleksandrze, mam do Ciebie żal. No muszę to napisać. Mam do Ciebie żal ogromny jak torbiel szyszynki. A nawet jeszcze większy. Człowiek czeka miesiącami, tipsy zżera z niecierpliwości, bo się nasłuchał na spotkaniu autorskim o nowej książce i się doczekać nie może, a tu masz… nie wiem, jak ja Ci to wybaczę… ta książka jest zdecydowanie za dobrze napisana i zdecydowanie za szybko się ją czyta!!!!!!!! :D

Dobra, to teraz już na serio. Naprawdę czekałam na tę książkę z niecierpliwością. Różę pokochałam miłością dozgonną od pierwszego jej pojawienia się w poprzedniej powieści. I choć nadal nie pamiętam, kto zabił, bo szyszynka, i pewnie będę musiała jeszcze raz przeczytać, co uczynię z przyjemnością – Róża wymiata.

Tak trochę mi się przypomniało o „Klinie” Joanny Chmielewskiej.  Ale Róża jest bardziej. Bardziej zakręcona, bardziej postrzelona i bardziej niepokorna. I ileż ciepłych myśli przebiegało mi kurcgalopkiem, kiedy czytałam o tych jej fantazjach, które za młodu miewała, widując to Kopernika, to Jana III Sobieskiego wraz z koniem… i ileż jej się roiło w głowie fantazji, doprowadzając do rzucania podejrzeń na Bogu ducha winne osoby… no to już nie ja, ale mnie talentu do pisania kryminałów brak, chyba moja wyobraźnia ma jednakowoż swoje granice :D

Zadziwiło mnie środowisko misterów, pomijając oczywiście Wielce Przystojnego Rafała Maślaka, który tak znakomicie swoją rolę w tej książce odegrał. Aż trochę żal mi go było z tym całym uwielbieniem Róży… reszta natomiast „przystojniaków” z betonowym myśleniem, mówiąc kolokwialnie, rozwaliła mi system. Mario oczywiście natychmiast stał się moim idolem i pragnęłabym go poznać jak kania dżdżu.

Jednakowoż obawiam się, że Pepe będzie mi się jawił jeszcze przez jakiś czas jako Dzwoneczek, a że akurat w sprzeczności ze średnio wybujałą wyobraźnią stoi moja doskonale rozwinięta zdolność do wizualizacji – Pawełku, Ty mi się tak jawisz, jak mi się nie chce zmyć makijażu wieczorem :D

Alek, napisałeś książkę znakomitą. Ryczałam ze śmiechu z częstotliwością przyprawiającą kota o zawał, a małża o notoryczne pytania, skutkiem czego odbywało się czytanie na głos. Zamotałeś intrygę znakomicie, Róża jak zwykle stanęła na wysokości zadania, dając czadu, olewając konwenanse oraz policję, a środowisko misterów, jeśli rzeczywiście te chłopy też potrafią być tak zawistne, jak baby, to klękajcie narody – no po prostu nie zostaje mi nic innego, jak dziękować Ci za kawał dobrej roboty!

A wszystkim polecam, tylko uprzedzam, że jak się zacznie czytać w niedzielę po południu, to poniedziałek może być jeszcze gorszy niż zwykle, bo oczęta na zapałkach jakby nie najlepiej wyglądają, a tej książki nie da się tak po prostu odłożyć, skutkiem czego człowiek chodzi jak zombie, które przeszło grypę żołądkową i siedem plag egipskich co najmniej…

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.