„Ślady” by Jakub Małecki

Rzadko zdarza mi się sięgać po książki autorów, których nie znam. To takie małe natręctwo z jednej strony, a z drugiej – znani mi pisarze tak tworzą, że nie mam czasu na zapoznawanie się z nowymi. I tu już widzę mój błąd. Przy tej książce. Tak jak nie umiałam przebrnąć przez inną, również nominowaną do Nike, tak ta sprawiła, że zniknęłam. Wchłonęło mnie dokumentnie. Nie umiałam się powstrzymać przed czytaniem kolejnych stron. Przed poznawaniem dalszych historii.

A historie w tej książce są różne. Niby osobno, ale jednak jest element, który wszystkie je łączy. Jest coś, co spina je w jedną całość. Coś. Ktoś? Każdy rozdział to opowieść o losach innej osoby. Innej rodziny. Innej kobiety i innego mężczyzny. A jednak wszystkie te opowieści łączy Coś, co pojawia się już na początku. Coś, co nie ginie całkowicie z Tadeuszem Markiewiczem. Coś, co jest i czeka. Co obserwuje losy gwiazdy ekrany, jej ojca, jej męża i dzieci. Co patrzy na wiecznie milczącego chłopaka, który tylko krzyczy. Co widzi chłopca z twarzą oblaną przypadkiem i przez pomyłkę kwasem solnym. Co patrzy na mężczyznę, noszącego w sobie tajemnicę sprzed lat. I wiele, wiele innych osób. Co w końcu materializuje się, by stać się początkiem końca świata. Jak końcem świata stało się dla każdej umierającej osoby. Na przestrzeni lat, w zmieniającej się historycznie i politycznie rzeczywistości w końcu każdego, bogatego, czy biednego, zdrowego, czy ułomnego – czeka jedno.

Książka napisana jest znakomicie. Świetnie połączone poszczególne wątki, czytelnik nie gubi się w domysłach, nie musi wracać do poprzednich historii, by przypomnieć sobie, jak z czytanym wycinkiem z życia bohaterów wiąże się aktualny wątek. Całość czyta się niezwykle płynnie, już rozglądam się za pozostałymi książkami tego Autora.

Polecam!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.