„Gra pozorów” by Joanna Opiat – Bojarska

Jak to przypadek rządzi życiem… a zresztą, czy jest coś takiego jak przypadek?..

Idzie człowiek do sieciowej księgarni, na półce mocno rzuca się w oczy książka. Nie znam Autorki, jeszcze niczego z jej twórczości nie czytałam, więc sama nie wiem… potem trafia w moje ręce inna książka, innego autora, a tu zakładka z reklamą „Gry pozorów”. Myślę sobie – a kurczę, warto. Ci, którzy mnie znają wiedzą o mojej słabości do rodzimej twórczości. I że uwielbiam odkrywać „nowych” autorów.

Powiem krótko – zjadłam resztki paznokci, zarwałam noc, kompletnie straciłam poczucie rzeczywistości i czasu. Książka jest po prostuj genialna.

Tradycyjnie – celem zapoznania się ze streszczeniem fabuły odsyłam do innych źródeł. Z mojego punktu widzenia – fantastycznie zawiązana fabula. Genialnie skonstruowana akcja. Postaci fenomenalne. Polska rzeczywistość też. Piedestał Autorów moich ulubionych zyskał kolejną postać, jakże genialną. Powiem szczerze – ta książka to kryminał będący gotowym scenariuszem znakomitego filmu. Napięcie trzyma do samego końca, niemalże do ostatniej linijki. Już czekają w kolejce kolejne książki tej Autorki, a ja zaczynam kombinować, jakby tu czas na czytanie zorganizować ;) Pani Joanno – dziękuję!

„Po prostu bądź” by Magdalena Witkiewicz

Po prostu bądź.

Proste, ale nie banalne. W swojej prostocie poruszające. Niewymagające, ale pełne pragnienia. Pragnienia bliskości, jaką dać może tylko obecność drugiej osoby. Pragnienia bycia – razem, blisko, na wyciągnięcie ręki, na odległość oddechu.

Magdalena Witkiewicz każdorazowo porusza mnie prostotą, a jednocześnie głębią tego, jakie uczucia mogą się kotłować – w człowieku, pomiędzy ludźmi, w głowach i w sercach. Tym razem historia pozornie prosta, a jednak nie tak do końca. Niedopowiedzenia, brak umiejętności wyrażania swoich uczuć, troska o drugą osobę, nieumiejętność poradzenia sobie z lękiem, samotnością, stratą – to wszystko powoduje, że czytamy tę książkę sami przeżywając wszystkie te emocje naraz.

Wkurzałam się kilkakrotnie. Kilka razy się wzruszyłam. Dobrze mi to zrobiło, po czytanych ostatnio krwawych kryminałach. Bo ta książka jest taka prawdziwa. Ale przede wszystkim przeczytałam książkę, która przefasonowała nieco moje spojrzenie na relacje międzyludzkie.

To nie recenzja, to moje luźne myśli – i te moje luźne myśli uładają się w jedno konkretne sformułowanie – jeśli chcecie przeczytać świetnie napisaną, wciągającą i noc zarywającą książkę – to z całego serca serdecznie polecam. Magda -dziękuję i z przyjemnością sięgnę po kolejne Twoje książki!

„Morderstwo na Korfu” By Alek Rogoziński

Tako się złożyło, że w me ręce, a właściwie w skrzynkę pocztową (dziękuję!) wpadła książka Alka Rogozińskiego. W ciemno wiedziałam, że trzeba sobie czas zarezerwować. W ciemno, bo pierwsza część (seria się Panie Autorze robi :) ) przygód Joanny wciągnęła mnie i pochłonęła bez reszty.

Uwielbiam zanurzać się w książkę wiedząc, że nie jest ona marnowaniem czasu, a jest natomiast rewelacyjną rozrywką. Alek Rogoziński pisze tak, jak lubię najbardziej – płynnie, spójnie, z polotem i fantazją.

Książka wciąga od pierwszej strony. Związki wzajemne turystów, wybierających się na wypoczynek do jednego z hoteli na Korfu, zdają się być jasne – jednak już po kilkunastu stronach okazuje się, że nie wszystko jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać. W to wszystko, w ten melanż wzajemnych zależności, zupełnym przypadkiem pakuje się Joanna, autorka romansów. A jednocześnie domorosły detektyw. I oczywiście nie może sobie odpuścić, by w momencie, gdy w tajemniczych okolicznościach ginie właściciel hotelu, nie ściągnąć swojej asystentki i na własną rękę nie przeprowadzić dochodzenia.

Akcja rozwija się wartko, zwłaszcza, że w historii pojawia się faktycznie prywatny detektyw i policjant, a do tego wszystkiego każda z osób, zaplątanych w sprawę, skrywa sekrety i tajemnice, które mogłyby stanowić motyw zabójstwa.

Uprzedzam tylko uczciwie przed jednym – czytać tej książki nie polecam w miejscach publicznych. Niepohamowane ataki śmiechu mogą powodować zadziwienie osób postronnych. Co spotkało mnie. W poczekalni u lekarza. A tak w ogóle to książkę serdecznie polecam!

„Kod Himmlera” by Przemysław Piotrowski

Pasjonatką Kompleksu Riese, zwanego po polsku Olbrzymem, jestem od dawna. Wielość różnego rodzaju teorii, dotyczących tego, co mogło się w nim kryć, lub – do czego został zaprojektowany, jest tyle ogromna, co fascynująca. Hipoteza goni hipotezę, niektóre są naprawdę fantastyczne, inne nawet prawdopodobne. Do sięgnięcia po tę książkę zachęciła mnie między innymi poruszana w niej tematyka, ale i zalążek ledwie tajemnicy, który pojawił się w nocie redakcyjnej.

Uwielbiam takie książki i jednocześnie ich nie cierpię. Uwielbiam za to, że wciągają od pierwszej strony, nie cierpię za to samo, bo potem trzeba się nakombinować, żeby zorganizować sobie na tyle czasu, by nie musieć się od nich odrywać.

Ta pozycja jest rewelacyjna. Już od samego początku akcja zaczyna toczyć się błyskawicznie, wciąga czytelnika niemiłosiernie, czytałam dosłownie z wypiekami na twarzy. Opisana hipoteza spowodowała, że teraz każdorazowo, odwiedzając Olbrzyma, będę szukać śladów tajnej broni Hitlera, bo teoria jaka pojawia się w książce, jest tyle nieprawdopodobna, co niepokojąco możliwa. Biorąc pod uwagę fantazję nazistów i ich zamiłowanie do okultyzmu, a także poszukiwania prowadzone przez nich w Himalajach – to mogło się zdarzyć. Tak, wiem. Fikcja literacka. Ale ta teoria jest tak różna od innych, że aż zapiera dech w piersiach.

Bohaterowie, poszukujący rozwiązania zagadki, zawartej w dokumentach odziedziczonych po dziadku, wplątują się w międzynarodową aferę, w której w roli głównej występują największe agencje wywiadowcze świata. Nie spodziewają się, że tajemnica wiąże się nierozerwalnie z losem Tomka, głównej postaci, odkrywają niejako na nowo historię tajnych eksperymentów, łącznie z nieznaną historią największych zbrodniarzy Trzeciej Rzeszy.

Książka zrobiła na mnie potężne wrażenie. Jest świetnie napisana, fantastycznie się ją czyta i na pewno będę ją polecać!

„Natalii 5″ by Olga Rudnicka

Padłam. Po prostu.

Moja przygoda z Olgą Rudnicką zaczęła się od jej książki „Lilith”. Kiedy więc tylko dostałam w prezencie urodzinowym talon do pewnej sieciowej księgarni, wpadłam tam z rozszalałym wzrokiem, jak normalna kobieta do sklepu z butami na wyprzedaży. Wzrok mój padł od razu na półkę z kryminałami. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam tam książki właśnie tej Autorki! Oczywiście z półki porwałam natychmiast wszystkie trzy tomy z Nataliami i właśnie skończyłam czytać tom pierwszy. Czyli „Natalii 5″. Uwielbiam takie odkrycia. Uwielbiam takie książki, które wchłaniają od pierwszej strony i nie odpuszczają do końca. I ta zawiłość fabuły…

Numer z siostrami, które nie mają o sobie bladego pojęcia dzięki ojcu, wielokrotnemu uwodzicielowi, natomiast mają wspólne nie tylko imię, ale i nazwisko, wpędza w konsternację nie tylko czytelnika, ale i policję, prowadzącą dochodzenie w sprawie domniemanego samobójstwa tatusia. Fakt, że jakimś cudem nie zabijają się nawzajem na początku, a nawet zaczyna się między nimi tworzyć cienka nić porozumienia, jest zaiste zadziwiający. Pięć tak różnych kobiet, które w końcu decydują się zamieszkać pod jednym dachem w domu pozostawionym przez ojca – to musi, lub, na zdrowy rozsądek, musiałoby prowadzić do katastrofy. Tymczasem pojawia się mocno zakręcony wątek kryminalny, związany z poszukiwaniami, prowadzonymi przez świętej pamięci tatusia, a to wszystko prowadzi do zaskakującego zakończenia.

Książka jest po prostu rewelacyjna. Czyta się ją świetnie, jest naprawdę pełna humoru, polski kryminał trochę na wesoło ma się bardzo dobrze. Pora wsiąknąć w część drugą, która już niecierpliwie na mnie łypie ze stolika… a nie mogę się doczekać, żeby się dowiedzieć, co tym razem szalone siostrzyczki wykombinowały…

„Państwo Tamickie” by Joanna Łukowska

Pewnego pięknego dnia weszłam sobie na pewien popularny portal społecznościowy. Tradycyjnie już wyświetliło mi się sporo różnych rzeczy, jednak uwagę moją przykuła dość nietypowa kłótnia. Już wielokrotnie zdarzało się, że czytałam hejty pod postami, zdarzały się awantury między autorami a blogerami, ale to mnie, nie ukrywam, zdziwiło. Mianowicie rozgorzała kłótnia, a właściwie początkowo nastąpiły jednostronne zarzuty, pod adresem pewnej książki. Wiedziona ciekawością, postanowiłam się z jej treścią zapoznać. Niestety, skleroza w fazie postępującej spowodowała, że po wspomnianą książkę sięgnęłam dopiero teraz. I żałuję. Żałuję, że tak długo przyszło mi czekać i zwlekać z jej czytaniem. Żałuję, że zaczęłam ją czytać w godzinach popołudniowych, iż albowiem o godzinie drugiej w nocy zaczynam zaniewidzieć, a trudno było mi się oderwać.

Jednakowoż uważam, że tym razem wspomnę nie tylko o moich własnych, subiektywnych odczuciach, ale muszę poruszyć tu temat kontrowersji, jakie ta pozycja wzbudziła. Gwoli wprowadzenia – to głównie historia pewnego młodego małżeństwa, zaczynającego wspólne życie na początku lat 90-tych. Małżeństwa poniekąd z rozsądku, bo jakżeby można było zaprzepaścić szansę zdobycia mieszkania z zasobów spółdzielni mieszkaniowej, w nowo budowanym wieżowcu. Dwoje ludzi, studentów, rozpoczyna więc swoje dorosłe, samodzielne życie, pełne wzlotów i upadków, tych ostatnich zwłaszcza w wykonaniu głównej bohaterki, wyjątkowo pechowej, nieskoordynowanej ruchowo i chaotycznej Joanny. Cała wspomniana awantura miała miejsce o psa. Jako że młodzi, pomimo starań, nie potrafią powiększyć rodziny, postanawiają przygarnąć psa ze schroniska. Pies uwielbia swoją nową rodzinę, nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego taką awersję ma do niego ojczym Joanny, a niechęć owego wzrasta w momencie, kiedy bohaterka zachodzi w długo oczekiwana ciążę. Awersja przeradza się w czarnowidztwo, głównie w temacie chorób odzwierzęcych i przypadków zagryzień. Pies nie do końca rozumie, dlaczego pani jest chora, ale postanawia po swojemu poprawić humor właścicielom. Swojego pana prowadza po dołach, polach i łąkach, broni domu, szczekając donośnie o najbardziej nieprzewidywalnych porach, jednak clou ma dopiero nadejść. Pies bowiem stwierdza, że najlepszym prezentem dla państwa będzie upolowany kot. Pech chce, że zagryza małego kociaka. Z bólem serca, z obawy o to, co będzie się działo, kiedy pojawi się dziecko, państwo Tamiccy postanawiają oddać psa z powrotem do schroniska. Później następuje płacz i zgrzytanie zębów Tamickiego, a jednocześnie wybucha afera na wspomnianym profilu. Bo jakżeż to tak, jak można oddać psa do schroniska?? Jakim prawem? I tego właśnie nie rozumiem. Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Z jednej strony autor ma prawo do włączania w książkę dowolnej treści, nie widzę powodu, żeby z tego powodu pozycję bojkotować. Z drugiej strony – powinno się w takim razie bojkotować wszelkie pozycje, które zawierają opisy zbrodni, dzieciobójstwa, kazirodztwa, sceny ostrego seksu i tak dalej. Nadal, po tylu miesiącach, nie ogarniam.

Bo mnie książka bardzo się podobała. W historię Tamickich wplecione są płynnie losy innych bohaterów, sąsiadów, rodziny, nawet pewnego młodego recydywisty. Czyta się to wszystko rewelacyjnie, książka napisana jest fantastycznym językiem, a co się naśmiałam przy niej, to moje. Będę na pewno sięgać po inne pozycje tej Autorki, a tę książkę będę polecać wszystkim znajomym. Ot co.

„Kompleks Boga” by Piotr Rozmus

„Kompleks Boga” to jedna z tych książek, które śmiało mogłyby posłużyć za kanwę filmu na miarę Hollywood. W zasadzie czyta się ją jak gotowy scenariusz. Wciąga od pierwszej strony, trudno się od niej oderwać, zapewne dzięki starannie przemyślanej fabule. Dramat, jaki rozgrywa się dla czterech osób w ciemnej piwnicy, jest tak porażający, że trudno sobie wyobrazić, by coś takiego mogło mieć miejsce na prawdę. Jednak Autor, dzięki niezwykłemu kunsztowi, wprowadza czytelnika w ten mroczny świat, świat pełen bólu, świat osób, które nie wiedzą, za co i dlaczego ponoszą tak dotkliwą karę, wreszcie w świat oprawcy. Książka jest niezwykła pod wieloma względami. Z jednej strony bardzo spójna wielowątkowość, z drugiej fantastycznie skonstruowane postaci. Każda z historii życia bohaterów jest unikatowa, każda przemyślana i dopracowana w szczegółach.

Sama książka jest dla mnie połączeniem thrillera z doskonałym kryminałem z wątkami psychologicznymi. Czyta się ją świetnie, na pewno będę ją polecać!

„Ukochany z piekła rodem” by Alek Rogoziński

Uwielbiam kryminały. Jeszcze bardziej uwielbiam doskonale napisane kryminały. A od czasu rozpoczęcia się mojej fascynacji książkami ś.p. Joanny Chmielewskiej poszukuję również tych kryminałów, które, poza intrygującą fabułą, powodują nieopanowane wybuchy śmiechu. Niejednokrotnie w bardzo nietypowych miejscach, bo przecież do poczekalni u lekarza bez książki ani rusz.

Ta książka to genialne połączenie tego wszystkiego, co wyżej wymienionym zostało. Postaci są niezwykle barwne, intryga zawiązana w sposób nieoczekiwany, zakończenie powaliło mnie na łopatki. Ilość wspomnianych już nieoczekiwanych wybuchów śmiechu była zaskakująco duża. Trafność, z jaką Autor opisuje różne babskie i nie tylko zachowania, ilość nagłych zwrotów akcji, pojawiających się nowych okoliczności, płynność narracji i bardzo obrazowe przedstawianie opisywanej rzeczywistości – to wszystko sprawia, że od  książki nie można się oderwać. Wciąga od pierwszej chwili i trzyma do samego końca. Uprzedzam, że jeśli zacznie się czytać w nieodpowiednim momencie dnia, na przykład po południu, albo nawet rano, ale z koniecznością przerwania jej na tak błahą czynność, jak przygotowanie obiadu, grozi to zarwaniem nocy. Względnie przypalonym obiadem, jeżeli się ktoś pochopnie zdecyduje na czytanie w trakcie smażenia, na ten przykład, kotletów. Książkę zdecydowanie będę polecać znajomym, a sama pewnie nie raz do niej wrócę. Jak dla mnie rewelacja!

„Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” by Małgorzata Warda

Małgorzata Warda pisze książki niezwykle poruszające. Każde słowo, każda emocja, każda postać – są tak przedstawione, że czytelnik wchodzi w ten świat całkowicie. Kiedy czytałam tę książkę po raz kolejny miałam wrażenie, jakbym wchodziła w świat mroczny, pełen trudnych do zniesienia emocji, miałam wrażenie, jakby powietrze gęstniało z każdą kolejną stroną. Z jednej strony czytałam tą historię z ciekawością, z drugiej miałam ochotę odrzucić tę książkę, zbyt trudna momentami była. To trochę tak, jak w sytuacji, kiedy ktoś zaczyna nam opowiadać o traumie, a my tak naprawdę nie chcemy tego słuchać. Bo ciągle mamy wyobrażenie, że takie rzeczy się nie dzieją, że są po prostu wymysłem pisarzy, dziennikarzy, ale po prostu nie jest możliwym, by ktokolwiek mógł doświadczać tak ogromnej krzywdy. Kłóci się to z wpajanym nam przeświadczeniem, że ludzie są dobrzy z natury. Ale tak nie jest. Kiedy stajemy oko w oko z tragedią po prostu nie potrafimy sobie z nią poradzić. I mam taką refleksję po przeczytaniu tej książki. Jak wiele  musi być osób, które przeżyły tak straszne rzeczy, że ich dorosłe życie to wrażenie chodzenia albo po cienkim lodzie, albo nurzania się w gęstej, duszącej cieczy? Tylko dlatego, że nie były w stanie nigdy z nikim o tym rozmawiać? Tylko dlatego, że nie mogły liczyć na wsparcie najbliższych? Dlatego, że nikt nie wiedział, jak wielka krzywda im się dzieje? Autorka wspaniale włączyła w książkę dane, dotyczące tego, jak wyglądają statystyki dotyczące przemocy i molestowania. Jak wiele osób nie zgłasza się na policję z najróżniejszych przyczyn. Jak mało wiemy o tym, co dzieje się w czterech ścianach sąsiadów, a jednocześnie jak rzadko zastanawiamy się, dlaczego ktoś jest inny, inaczej się zachowuje, ukrywa twarz lub, w drugą stronę, zachowuje się nienaturalnie…

Jak każda książka Pani Małgorzaty, tak i ta wciąga od pierwszej strony. Teraz jednak wiem, że powinnam była je czytać po kolei, najlepiej od razu jedna po drugiej, bo fantastycznie przeplatane są pewne postaci, które pojawiają się w kilku kolejnych książkach. I jak każda książka tak i ta pobudza do myślenia i na pewno długo nie da o sobie zapomnieć… Serdecznie polecam!

„Nikt nie widział, nikt nie słyszał” by Małgorzata Warda

Poruszająca, wciągająca i niesamowita. Te trzy słowa opisują fabułę najlepiej. Małgorzata Warda pisze książki niełatwe. Porusza tematy, które mocno dają do myślenia, które są trudne same w sobie, ale jednocześnie niewiarygodnie prawdopodobne, często, niestety, prawdziwe. Ta książka jest tak naładowana emocjami, że trudno się od niej oderwać, by nie stracić nic z budowanego nastroju. Domysły, jakie pojawiają się w takcie jej czytania, ścieżki, jakimi podąża umysł, by próbować znaleźć odpowiedź, co się stało – to wszystko nie pozwala odetchnąć nawet na chwilę. A jeśli konieczne jest odłożenie tej książki choć na moment – przyciąga z niewiarygodnym magnetyzmem. Ilość pojawiających się możliwości, jak mogły potoczyć się losy porwanych dziewczynek, a także to, jak bardzo zaginięcie dziecka wpływa na rodzinę, jakie przeżywają emocje, jakie to ma znaczenie dla nich w dalszych latach, jak toczą się losy rodzeństwa, to wszystko powoduje, że książka, jak wszystkie inne tej Autorki, to nie są pozycje, które po przeczytaniu odkłada się po prostu na półkę. One zostają w myślach, nie pozwalają o sobie zapomnieć, ale przede wszystkim stanowią świetne studium problemów, nękających współczesne społeczeństwo, problemów, o których się głośno nie mówi. A powinno się. Głośno i dobitnie. Serdecznie polecam!