Seria z Anną Rogozińską by Joanna Opiat – Bojarska

orca_share_media1493585698087W pewnym momencie trafia się na książki, które wsysają w swoje szpony i nie chcą odpuszczać. Trafia się na Autorów, którzy swoim talentem i wrażliwością budują nieprawdopodobne obrazy. Trafia się wreszcie na serie, których się nie czytało, przy niewiarygodnym zamiłowaniu do tegoż właśnie Autora. I dochodzi się do wniosku że ufff – wzięłam się za serię w momencie, kiedy Pisarka pisze „To koniec, Anno”. Bo założyłam radośnie, że to ostatnia książka z serii i w końcu nie będę, jak w przypadku serii z Aleksandrą Wilk, gryźć paznokci mniej lub bardziej plastikowych, w oczekiwaniu na kolejną książkę.

Pojęcia nie mam, dlaczego radośnie pominęłam te książki, a przynajmniej te dwie pierwsze. Może zmyliła mnie okładka? może zaćmienie w torbiel szyszynki rąbnęło i po prostu zapomniałam? Że są takie książki? Ale dobrze się stało.

Siadłam pewnego dnia i zaczęłam czytać. I, jak zwykle w przypadku Szanownej Pani Joanny (bo wkurza mnie to pisanie po nazwiskach o Autorach, nie ukrywam, jakieś takie to nie pasujące… :) ) było mi się zarwało kilka nocy. Zgryzło się kilka tipsów. Olało się małża. Wyganiało się dziecia szybciej spać. Czytało się w poczekalniach. Zasypiało się jednakowoż również i to nie dlatego, że zamulało, tylko praca w kość dawała, więc z rana samego, do kawy zielonej, Anna Rogozińska zasiadała ze mną. Zaiste.

Joanno kochana. To, co Ty robisz z polskim kryminałem, to, jak wspaniale piszesz, jak znakomicie potrafisz nie tylko zawiązać intrygę, ale w zasadzie… nie, to nie są zwykłe kryminały. Pojęcia nie mam, jak tam się w wielkim świecie pisarskim kwalifikuje książki do gatunków. Że noir, że jakiś tam inny kryminał, ale to to jest po prostu mistrzostwo. Zaczęłam czytać, tak wiesz, na lajcie, jak to u Ciebie, i pomimo tego, że wiedziałam, że za chwilę będzie akcja, to i tak nie byłam przygotowana. Bo Ty tak piszesz. To dosłownie jak jazda na rollercoasterze. Akcja powoli się rozpędza, wchodzimy pomalutku w historię, ale w sumie tak, jakbyśmy weszli w środek Anki dnia, i tak się rozkręca, aż w końcu wjeżdżamy na szczyt rozpędu i potem to już jest tylko jazda bez trzymanki. Akcja po akcji, intryga goni intrygę, Anka mnie momentami wkurza tak, że aż się kot płoszy od moich emocjonalnych reakcji w tym temacie…. a jednocześnie poruszasz tak niezwykle istotne tematy. I jednocześnie wiem, ile pracy kosztowało Cię przygotowanie się do napisania każdego kolejnego zdania. I to właśnie jest ten moment, kiedy wiem, że pomimo powiedzenia, że w każdym jest nienapisana książka, to ja jednak moją książkę zostawię w stanie płynnym w torbieli szyszynki. Bo masz niewiarygodny warsztat, bo czyta się to tak, że aż mam żal, że koniec, i pierwszy raz zdarzyło mi się zawiesić książkę na wirtualnym haczyku jakieś 100 stron do końca nie dlatego, że mnie znudziła, tylko dlatego, że żal mi było ją kończyć…

Moi rodzice emeryci już tupią nóżkami, żeby dostać całą serię w swoje ręce, obawiam się, że nie będę miała po co do nich dzwonić w najbliższym czasie ;)

Dziękuję Ci za Annę, a odliczam już dni do kolejnej „Gry” – a wszystkim zainteresowanym z całego serca polecam i ostrzegam, że jak teraz zaczniecie, to majówka w plecy ;)