„Trupów hurtowo trzech” – zbiór opowiadań

Nie przepadam za antologiami. Bo się gubię trochę. I muszę przerwy między poszczególnymi kawałkami robić, bo mi się potem mózg lasuje. Postanowiłam jednakowoż sięgnąć po tę książkę z dwóch powodów: a) szczytny cel, czyli budowa Domu Autysty b) zbiór moich ulubionych autorów w jednym miejscu. I jak już zaczęłam czytać, tak żałowałam, że to jednak krótkie formy są, bo z każdej z nich byłaby znakomita książka. Każde z opowiadań to kwintesencja talentu autora. Każde z nich jest poruszające i genialnie napisane. Każde z nich wreszcie kazało mi jednak na chwilę zatrzymać się i przemyśleć.

Alfabetycznie lecąc: Piotr Bojarski przenosi nas do przedwojennego Poznania i świetnie prowadzi intrygę w mocno zaskakującym kierunku. Tu mamy morderstwo z wątkiem wampirycznym w tle. Wojciech Chmielarz fantastycznie bawi się formą, zaczynając opowiadanie trochę od końca, cofając się potem, by pokazać, jakie wydarzenia doprowadziły do niespodziewanego zakończenia. Ryszard Ćwirlej napisał opowiadanie z mocno pokręconym wątkiem kryminalnym – bez trupa, ale i tak trzyma w napięciu. Przez norweskie śledzie. Bohdan Głębocki przenosi nas w zupełnie inne czasy – czasy arystokracji i konspiracji. Sprytnie uwita przez księżną intryga prowadzi nie tylko do morderstwa, ale i wyjaśnienia tajemnicy bohatera, którego intryga dotyczyć miała. Gaja Grzegorzewska napisała coś, co czyta się bardzo płynnie, trochę w klimacie noir, ale przede wszystkim coś, co nadało by się na świetną etiudę filmową. Genialne. Joanna Jodełka porusza bardzo trudny temat, nie napiszę jaki, bo zdradziłabym pointę, jednakowoż opowiadanie znakomite. Michał Larek fantastycznie zamknął dochodzenie w jednym opowiadaniu, ale końcówka pozostawia z nadzieją, że cykl się jednak rozwinie, bo ciekawam, jak się wspomniana pod koniec wykładu sprawa skończyła. Joanna Opiat – Bojarska jak zwykle – znakomita. Opowiadanie tym bardziej wstrząsające, że oparte na prawdziwej historii. Sfabularyzowane jednak tak znakomicie, że aż trudno uwierzyć, żeby to była prawda. Olga Rudnicka - no cóż, Natalie w pełnej formie, rozrabiają jak zwykle, aczkolwiek tym razem trochę nie ze swojej inicjatywy. Uśmiałam się jak norka. Jak zwykle. Marcin Wroński wreszcie – przeniósł nas w czasy przedwojenne, nie tylko znakomicie budując klimat tego okresu, ale i świetnie kreując intrygę kryminalną.

Książka naprawdę warta polecenia. I dziękuję Autorom, że wzięli udział w tak fantastycznej inicjatywie.