„Krucyfiks” by Chris Carter

Bardzo rzadko sięgam po niepolskie książki. Nie z tytułu patriotyzmu, raczej z ogromu fantastycznych rodzimych Autorów, za którymi z czytaniem nie nadążam… Tym razem, dzięki uprzejmości Koleżanki, wpadła mi w ręce książka znakomitego, jak się okazało, pisarza. Jedyne, co mnie martwi, to że jest to tom pierwszy serii, a to dla mnie równa się zafiksowaniu na najbliższy czas…

Jest to niesamowicie wciągająca i znakomicie napisana historia seryjnego mordercy. Pojawia się jak duch sprzed lat, jak wyrzut sumienia prowadzącego dochodzenie Roberta Huntera, dla którego sprawa staje się w pewnym momencie bardzo osobista. Dla niego zresztą to powrót do wątpliwości, które ogarnęły go, kiedy wydawało się, że wtedy, dawno temu, sprawa została zamknięta. Że złapano kryminalistę, który z wyjątkowym okrucieństwem mordował swoje ofiary, tatuując im na szyi znak podwójnego krucyfiksu. Teraz jednak już jest pewien, że wtedy aresztowano niewłaściwego człowieka, a prawdziwy morderca zaczyna z nim toczyć niebezpieczną grę, w której wielokrotnie to od Huntera zależy, czy ofiara zginie, czy nie.

Znakomita narracja, fantastycznie zagmatwany wątek kryminalny, bez zbędnych odniesień i abstrahowania od głównego tematu, świetnie skonstruowane postaci, a zakończenie jest kompletnie zaskakujące.

Nie pozostaje mi nic innego, jak z czystym sumieniem polecić tę książkę. Na jakieś dwa zimowe wieczory ;)