„Niebezpieczna gra” by Joanna Opiat – Bojarska

Nie lubię określeń „królowa, król, książę” w odniesieniu do autorów. Nie lubię z dwóch powodów – z jednej strony wydaje mi się, że jest to mocna zasługa odpowiedniego marketingu, a z drugiej – w pewnym momencie zaczyna się to przekładać na swoiste ciśnienie, związane ze stawianymi przed takowym, obdarowanym tytułem, oczekiwaniami. I nagle poziom tego pisania zaczyna gwałtownie spadać.

A tymczasem gdzieś obok, nie tak mocno medialnie, za to genialnie, publikują coraz lepsze książki coraz ciekawsi Autorzy. I właśnie dlatego ograniczam się w czytaniu do polskiego pola, bo co rusz trafiam na Perłę. Na tą konkretną trafiłam już jakiś czas temu. Wtedy przekonał mnie nie tylko kunszt pisarski, ale i dopracowanie – zarówno treści, wątków, jak i samych postaci.

Ta Autorka pisze różnie. Nie tak dawno trafiłam na książkę poniekąd biograficzną, jeszcze chwilę wcześniej na niezwykle prawdziwą książkę o matkach. Ale cała moja przygoda zdecydowanie rozpoczęła się dość spory kawał czasu temu od kryminałów.
Przekonać mnie, żebym sięgała po kolejne książki konkretnego autora nie jest łatwo. Niezależnie od utytułowania rzeczonego. Musi mnie wciągnąć. Musi mnie zaintrygować. Musi spowodować zarywanie nocy i nieustanne myślenie o powrocie na strony. Czasami musi prowokować to chwilowego zaprzestania czytania, bo treść przytłacza i trzeba się z tym przespać. I tu w końcu dochodzimy do sedna.

Joanna Opiat – Bojarska, bo to oczywiście o niej mowa, jest Autorką wyjątkową. Jej książki wzbudzają we mnie mocno mieszane uczucia. Mówię tu o kryminałach, bo jeden z nich właśnie skończyłam czytać. Jej książki to nie tyko intryga kryminalna. To nie tylko gotowa baza pod znakomity film sensacyjny. To nie tylko wspaniały kunszt pisarski. To przede wszystkim niesamowite dopracowanie tematu, to możliwość wejścia w świat bohaterów ze świadomością, że Autorka przeprowadziła solidny research, że możemy być TAM. Jesteśmy na miejscu zbrodni, podążamy za Aleksandrą Wilk po śladach jej łódzkiej przeszłości i teraźniejszości, współodczuwamy z Urszulą jej fobię, zachwycamy się motylami, a co najważniejsze – z zapartym tchem śledzimy kolejne postępy śledztwa, spoglądamy na nie oczyma głównej bohaterki, zarywamy noc, nie możemy przestać myśleć…

Autorka z pełną świadomością wprowadza nas w ten świat w sposób profesjonalny, pełen pasji i znakomicie zrealizowanego zamysłu. Po raz kolejny jestem mocno zachwycona Jej książką, nie ukrywam, zakończenie daje dużą nadzieję na ciąg dalszy losów Aleksandry i jej dzieci, na które będę czekać z nieodmienną niecierpliwością. Jak zwykle już – nie streszczam książki, nie recenzuję jej. To, co mogę powiedzieć, to moje uczucia. Moje i mojego Ojca, który jest mocno krytycznie nastawiony do podrzucanych mu przeze mnie książek. Tym razem jednakowoż stwierdził, że tak dobrej książki już dawno nie czytał.
Joanno – to ja teraz, zapewne w imieniu wielu innych Czytelników, mocno upraszam o ciąg dalszy. I to szybko! I mam szczerą nadzieję, że zamiar, jaki towarzyszył napisaniu tej książki, czyli próba rozwikłania zagadki zbrodni sprzed lat, rzeczywiście przyniesie przełom.

A Wam z całego serca polecam.