„Pudełko z marzeniami” by Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński

Świątecznie się u brunetki zrobiło ;) Okna pomyte, firanki wyprane, z głośników leci już świąteczna muzyka, nic, tylko choinkę stroić. I toteż właśnie dlatego sięgnęłam po „Pudełko z marzeniami”. Że będzie wesoło i ciepło nie wątpiłam. Ale że będę miała tak potężne zastrzeżenie – to tego się nie spodziewałam…

Niespodzianka była utrzymywana w tajemnicy wyjątkowo znakomicie. Gdzieś tam kiedyś dostałam czerwoną kopertę bez adresu nadawcy, budząc tym samym podejrzliwość małżonka, ale po otwarciu roztoczył się tak cudowny zapach świąt, że nawet jego zmiękczyło. Że Magda -  to byłam pewna. Ale że tych dwoje razem??? Szok i niedowierzanie. I długie oczekiwanie. Potem cudna paczka, świąteczna już, pełna pozytywnych myśli, zamkniętych w pudełku i „Pudełku”. Akurat w momencie, kiedy tak bardzo to było mi potrzebne… Na sto procent święty Ekspedyt maczał w tym palce! A już na pewno dwoje cudownych, ciepłych i niezwykle empatycznych Autorów. Przypuszczam, że z ogromnym współudziałem pewnego Pawła ;)

To jest tak, że jeśli robi się choć trochę ciężko na sercu i duszy, trzeba przykleić plasterek. Czasami oderwać się od rzeczywistości krwawym kryminałem. A czasami potrzebne jest coś, co otuli obolałe części jak ciepły kocyk. I wtedy albo Magda, albo Alek. Li tylko. Ta książka to znakomita kontynuacja „Pracowni dobrych myśli”, nieco inna dzięki wkładowi Alka, ale nadal właśnie jak ciepłe skarpetki przy kominku. Opowieść pełna magii, wiary w drugiego człowieka, tego, że kiedy nawet wszystko się wali, zawsze znajduje się wyjście z sytuacji takie, które może naprawdę mocno zaskoczyć. Pani Wiesia jak zwykle rządzi nalewkami, tym razem do spółki z babcią Janinką, dzieciaki rozbrajające, a świętego Ekspedyta to sobie chyba też postawię w domu. Chociaż nie, on tak w pojedynkę chyba jednak nie działa. Ale wiecie co? To trzeba przeczytać, żeby poczuć w tym całym zawistnym świecie znowu to ciepło. I wiecie co? Magda i Alek tacy właśnie są. I Paweł też. Oni są tacy, że aż się na samą myśl człowiekowi robi ciepło koło serca. Jak raz się ich pozna, to chciałoby się ich jak tę Rozalię… i mieć ich tylko dla siebie na czarną godzinę. Chociaż w sumie podkop szydełkiem pewnie daliby radę wykonać. I taka właśnie jest ta książka. Taka jak Oni. Tak maksymalnie świąteczna, ale w sumie na każdy dzień roku. Wrócę na pewno do „Pracowni”, bo torbiel szyszynki.

Dlaczego wobec tych wszystkich superlatyw mam jednakowoż zastrzeżenie? Bo się, kurka wodna, za szybko ta książka przeczytała. To co, Magdaleno i Alku, piszecie coś razem? Znowu? Albo osobno, byle szybko?

Polecam z całego ogrzanego serducha. Bo za chwilę święta. I jeśli znacie kogoś, komu trzeba ogrzać serce i duszę, to macie gotowy prezent. Nie tylko od święta.