„Szkarłatny blask” by Łukasz Henel

Zawsze, kiedy do głosu dochodzą najbardziej prymitywne pragnienia, budzą się demony. Historia praktyk okultystycznych ma głębokie korzenie, sięgające w głąb ludzkich słabości i wykorzystujące to, co w ludziach najmroczniejsze – żądzę władzy i pieniądza. Ezoterycy i okultyści, również w Polsce, przez lata szukali łączności ze światem umarłych, wierzyli w symbole, które miały dawać im władzę, dzięki którym mogliby rządzić światem. Łukasz Henel w swojej książce znakomicie wykorzystał ten temat. Nie ukrywam, konieczne było zarwanie nocy, żeby nie tylko nie stracić nic z treści, ale i z klimatu, w jaki Autor z efektem śnieżnej kuli wprowadza czytelnika. Starożytne stowarzyszenie, strzegące tajemnicy, tragiczna w skutkach próba przywołania demona, chłopak, który zupełnie przypadkiem znajduje się w centrum nadciągających wydarzeń, mających zmienić świat, a w końcu walka o przetrwanie tegoż świata – to wszystko powoduje, że od książki nie da się oderwać. Niesamowity klimat, jaki Autor buduje powoli od samego początku książki, powoli wciąga i ma się wrażenie, że nie tylko słyszy się każdy niepokojący szmer, tak przerażający dla głównego bohatera, ale i odczuwa się każdym zmysłem wkradający się w nasz świat szkarłatny blask.

Sam wątek tajnego stowarzyszenia wpleciony jest znakomicie, świetnie rozbudowany, z rewelacyjnie nakreślonym, choć wyimaginowanym, tłem historycznym. Możliwości członków tej grupy wydają się być nieograniczone, łącznie z umiejętnością władania i sterowania ludzkim życiem za pomocą magicznych zaklęć. To, że rzecz dzieje się w Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym, w starych, poniemieckich bunkrach, do których, zgodnie z treścią książki, nawet Niemcy bali się wchodzić, pozwala dalej pociągnąć domysły i rozbudzić w wyobraźni czytelnika myśl, że już wtedy Niemcy wiedzieli o potężnej sile, która w nich drzemie, a biorąc pod uwagę praktyki okultystyczne hitlerowskich ugrupowań, miałoby to sens… Oczywiście to tylko efekt domysłów, ale dzięki Autorowi, który tak sugestywnie przedstawia stworzoną przez siebie książkową rzeczywistość, czytelnik zaczyna sam rozwijać ten wątek.

Napisałam wcześniej o efekcie śnieżnej kuli. To, w jaki sposób rozwijane są powoli wątki, jak autor małymi krokami wprowadza czytelnika w ten mroczny klimat, to majstersztyk. Czyta się świetnie, treść jest spójna, a zakończenie totalnie zaskakujące. Książka mogłaby posłużyć za kanwę rewelacyjnego filmu, a ja subiektywnie stwierdzę, że Łukasz Henel napisał książkę lepszą, niż „Przebudzenie” Stephena Kinga.

Serdecznie polecam!